WSTĘP

PROLOG

DZIEŃ 1

DZIEŃ 2

DZIEŃ 3

DZIEŃ 4

DZIEŃ 5

DZIEŃ 6

DZIEŃ 7

DZIEŃ 8

DZIEŃ 9

DZIEŃ 10

DZIEŃ 11

DZIEŃ 12

DZIEŃ 13

DZIEŃ 14

DZIEŃ 15

HELSINKI

EPILOG

THX

STATS

DZIEŃ 1

Następny dzień ->

Kiedy wstaliśmy o 8 rano, nocny deszcz pozostał tylko wspomnieniem - słońce wysuszyło jego wszelkie pozostałości. Zjedliśmy śniadanie, zapakowali sprzęt i ruszyli.

Gładka droga szybko doprowadziła nas przez Emmabodę do Nybro - bardzo ładnego miasteczka z pięknym rynkiem. W supermarkecie zrobiliśmy pierwsze zakupy, zjedliśmy w parku obiad (czytaj: jogurt, chleb i owoce) i po chwili odpoczynku znowu wskoczyli na siodełka.

Następnym przystankiem był Kalmar - miasto połączone mostem z największą wyspą Szwecji, Olandią. Obejrzeliśmy zamek na wyspie , przystań oraz wspomniany most . Olandia, ze swoimi plażami, polami namiotowymi i parkami rozrywki wygląda na świetne miejsce na spędzenie kilku dni. Niestety, nie mieliśmy czasu na sprawdzenie czy foldery reklamowe mówią prawdę.

Kilka kilometrów za miastem dojechaliśmy do autostrady. Szerokie pobocze wprost zapraszało aby ruszyć nią na północ, ale wyraźny znak zakazy ruchu rowerów zmusił nas do obrania innej drogi, trochę bardziej na zachód. Następne kilkadziesiąt kilometrów przebyliśmy pięknymi "wiejskimi drogami" ("wiejskimi" tylko dlatego, że głównym motywem krajobrazu w tamtym rejonie były pastwiska, łąki oraz małe miasteczka i wsie pięknie wkomponowane w krajobraz; co do jakości tych "wiejskich" dróg to w Polsce szukać można ze świecą szukać takiego asfaltu...) . Słońce wisiało na niebie, ale już nie grzało, tak więc jazda była czystą przyjemnością. Bardzo popularnym zajęciem w tamtym rejonie wydała mi się hodowla koni - większość terenu wzdłuż naszej trasy była ogrodzona i biegały po niej niezwykle zadbane rumaki.

W miarę jak słońce chyliło się ku zachodowi, coraz baczniej rozglądaliśmy się na boki, aby nie przeoczyć jakiegoś dogodnego miejsca na kemping. Jak na złość niedawno skończyły się pastwiska i po obu stronach drogi był tylko gęsty las przerywany od czasu do czasu jakimś jeziorem , domkiem letniskowym lub willą. Po kilku kilometrach zaczęliśmy wspinać się na mały podjazd. Na szczycie stanęliśmy jak wryci.

Paweł: Kurcze! Tutaj nawet leśne szutrówki nie mają dziur!"

Rzeczywiście, asfalt się skończył i zastąpiła go szutrowa droga prowadząca przez gęsty, niski sosnowy las - całkowite odludzie. Mimo to, trudno było tam znaleźć jakąkolwiek dziurę czy koleinę . Po kilkunastu minutach jazdy w góre i w dół trafiliśmy na małą przecinkę, używaną zapewnie przy wyrębie drzew. Miejsce wydało nam się wystarczająco dobre, więc (z drobnymi trudnościami, bo kilka centymetrów pod gruntem była lita skała) rozbiliśmy namiot i zaczęli gotować wodę aby w końcu napić się czegoś ciepłego . Chwilę później zaatakowały nas komary. Legiony małych, bzyczących samobójców były tak nieznośne, że pomimo ciepłego wieczoru obraliśmy się w długie spodnie i polary. Nie pomogło to prawie wcale i wciąż machaliśmy wokół siebie rękami jak zwariowani, a kolację jedliśmy chodząc w tę i spowrotem. Po posiłku położyliśmy się spać. Zanim zasnąłem, przejrzałem mapę i... szok! Ta szutrówka za namiotem to normalna droga krajowa! Zaznaczona na mapie czerwoną linią! Trudno mi było w to uwierzyć, ale kiedy w ciągu kolejnych 30 minut przejechały tamtędy (a było już ciemno) trzy samochody, doszedłem do wniosku, że to prawda. Po chwili spałem głęboko marząc o tym, żeby w Polsce wszystkie drogi były szutrowe ;-)

Następny dzień ->