WSTĘP

PROLOG

DZIEŃ 1

DZIEŃ 2

DZIEŃ 3

DZIEŃ 4

DZIEŃ 5

DZIEŃ 6

DZIEŃ 7

DZIEŃ 8

DZIEŃ 9

DZIEŃ 10

DZIEŃ 11

DZIEŃ 12

DZIEŃ 13

DZIEŃ 14

DZIEŃ 15

HELSINKI

EPILOG

THX

STATS

DZIEŃ 15

Helsinki ->

Radośnie ruszając o 8, nie przypuszczaliśmy jeszcze, że Matka Natura postanowi nam dać na sam koniec taki wycisk :-P

Pierwszą oznaką, że coś jest nie tak, były mordercze podjazdy. Po kilku dniach jazdy w płaskim terenie każda górka wprost nas oburzała ;-) Nie było by to jeszcze tak dużym utrudnieniem gdyby do akcji nie wkroczył wiatr. I to nie byle jaki - nie dość, że wiał idealnie w twarz, to jeszcze śmigał sobie równo ponad 40 km/h, a w porywach jeszcze więcej. Oba te czynniki doprowadzały do tak frustrujących sytuacji jak konieczność pedałowania podczas jazdy z górki (!!!). Coś takiego, jak odpoczynek na zjazdach tego dnia nie istniał...

Walcząc z siłami natury, w południe byliśmy w Lahti. Moja siostra, wielka fanka skoków narciarskich i Adama Małysza prawdopodobnie nie darowałaby mi, gdybym nie odwiedził tamtejszych skoczni ;-) Wizyty nie żałuję bo czekała tam na nas chyba największa niespodzianka podczas całej podróży - spodziewałbym się wszystkiego, ale nie tego, żeby latem skocznię zamienić w... :-)

Po obiedzie czekał nas już ostatni odcinek wyprawy. Na szczęście, wkrótce skończył się pagórkowaty teren. Niestety, wiatr dalej robił wszystko, aby maksymalnie odłożyć w czasie koniec trasy.

Jednak prędzej czy później, ale ta chwila musiała kiedyś nadejść :-) W końcu Helsinki!!! Kiedy staliśmy przy drodze, przyglądając się mapie i zastanawiając, jak trafić do centrum, podjechał do nas rowerze starszy pan i (najpierw po niemiecku, później łamaną angielszczyzną) spytał o cel podróży. Kiedy wyłuszczyliśmy co i jak, zaproponował, że nas poprowadzi. Z nieba nam spadł! Jadąc wąskimi uliczkami przez przedmieścia, dziękowaliśmy niebiosom za ten niby-cud ;-) Znalezienie drogi zajęłoby nam pewnie kilka godzin, a tak po kilkunastu minutach staliśmy pod dużym planem miasta przed stacją metra. Podziękowaliśmy i pożegnali naszego przewodnika, po czym ruszyliśmy w kierunku centrum, do którego mieliśmy jeszcze ładnych kilka kilometrów.

Po drobnych perypetiach, pytaniu przechodniów o drogę, ale przede wszystkim podziwianiu widoku wielkiego miasta w sobotni wieczór , w końcu udało nam się dotrzeć na umówione miejsce spotkania - położony w samym sercu miasta pomnik dawnego fińskiego bohatera wojennego, Mannerheima. SMS'em powiadomiłem Cybera, że już jesteśmy - odpowiedź brzmiała "Będziemy za 15 minut, pośpiewajcie sobie żeby wam się nie nudziło ;-)". Byliśmy zbyt zmęczeni żeby śpiewać, więc tylko rozłożyliśmy się na ławkach i obserwowali to gwiaździste niebo, to wypełnione ludźmi ulice, kawiarnie i restauracje...

Dochodziła północ, kiedy usłyszeliśmy głośny okrzyk "v3rt!!! Paul!!!". Cyber i executer przybyli :-) Po radosnym powitaniu czekał nas jeszcze kilkuminutowy spacer do mieszkania Cybera, w starej kamienicy nad zatoką. Chłopaki przywitali nas górą kanapek, powitalnym ciastem i okolicznościowymi dyplomami - wzruszenie odebrało nam głos ;-) Po gorącym prysznicu (pierwszy kontakt z ciepłą wodą po 2 tygodniach - nieeeeeeeeeeeeeesamowite uczucie :-)) wpakowałem się do łóżka. W ostatnim przebłysku świadomości w końcu dotarło do mnie, że marzenie stało się rzeczywistością :-) Dojechaliśmy!!!!!

Helsinki ->