WSTĘP

PROLOG

DZIEŃ 1

DZIEŃ 2

DZIEŃ 3

DZIEŃ 4

DZIEŃ 5

DZIEŃ 6

DZIEŃ 7

DZIEŃ 8

DZIEŃ 9

DZIEŃ 10

DZIEŃ 11

DZIEŃ 12

DZIEŃ 13

DZIEŃ 14

DZIEŃ 15

HELSINKI

EPILOG

THX

STATS

DZIEŃ 3

Następny dzień ->

Ranek przywitał nas... komarami! Na szczęście przez noc trochę ich ubyło. Tak czy owak, szybko zebraliśmy sprzęt i po godzinie dotarliśmy do Valdemarsvik, ładnego miasteczka nad fiordem. Niestety, nie był to fiord jaki sobie pewnie teraz wyobrażacie - żadnych wysokich, skalistych brzegów i dużych głebokości. Po takie atrakcje trzeba ruszyć do Norwegii :-) Fiordem nazywany jest tylko dlatego, że ten kawałek morza jest zbyt wąski i zbyt daleko wcina się w ląd, żeby można go było nazwać zatoką ;-)

Słońce przygrzewało niesamowicie mocno, na niebie nie było ani jednej chmurki, a temperatura oscylowała w okolicach trzydziestej kreski. Wysmarowani kremem do opalania ruszyliśmy dalej. Gładki przejazd (25-30 km/h) E22 i już byliśmy w Norrköping - piękne miasto z mnóstwem zieleni . W pewnym momencie, powolutku jadąc sobie brukowaną ulicą, zauważyłem, że Paweł stanął na chodniku aby poprawić bagaże non-stop podskakujące na bruku. Kiedy czekałem na niego, zatrzymał się przy mnie radiowóz, szybka zjechała w dół i umundurowany pan próbował coś zagaić po szwedzku...

Ja: Mówi pan po angielsku?
Niebieski: Tak. A więc, może szukasz czegoś? Dokąd jedziesz?
Ja: Hmm... Ogólnie to do Helsinek...
Niebieski: Aha... A to prosto, cały czas prosto...


Wybuchnęliśmy śmiechem, życzył mi dobrej drogi i odjechał :-) Pierwszy kontakt ze służbami porządkowymi wypadł pomyślnie :-)

Po obiedzie, przy wyjeździe z miasta, trafiliśmy na pomnik rowerzysty ;-) Fajny sprzęt, gdyby tylko nie to niewygodne siodełko ;-)

Po chwili, dojeżdzając do dużego skrzyżowania, mieliśmy cichą nadzieję, że trasa E4, która wzdłuż wybrzeża biegnie aż do samej granicy, nie będzie autostradą. Niestety - była. Zerknęliśmy na mapę i wybraliśmy objazd 55-tką.

Z minuty na minutę słońce ustępowało miejsca ciemnym chmurom, z których wkrótce zaczął kropić deszcz . Nie był obfity (nawet nie okryliśmy bagaży folią), ale za to moczył nas przez ładne dwie godziny, co, w połączeniu z dość męczącymi podjazdami, lekko zepsuło dzień. Kiedy w końcu ustał, wpadliśmy na pomysł, aby zjeść kolację troszkę wcześniej, później jechać jeszcze godzinkę i dopiero szukać miejsca na nocleg. Głównym motywem tego działania była chęć uchronienia się przed komarami. Wkrótce jak z nieba spadł nam duży parking przy trasie, ze stolikami i toaletą . Bzyczących potworów nigdzie dookoła nie było widać, ale kiedy zaczęliśmy wcinać kanapki, dla odmiany zaatakowały nas 3 wściekłe osy :-) Matce naturze chyba się troszkę nudziło ;-) Obyło się jednak bez użądleń.

Zgodnie z wcześniejszym planem powinniśmy byli pedałować jeszcze przez co najmniej godzinę, ale kilka kilometrów dalej, niedaleko Flen, trafiliśmy na tak idealne miejsce na obóz, że postanowiliśmy spędzić tam noc. Był to kolejny parking przy drodze, stało tam kilka przyczep kempingowych (mała dygresja: to wygląda na ulubiony sposób spędzania wakacji przez Szwedów - po drodze mijaliśmy wiele sklepów i wypożyczalni przyczep, a i na trasie widzieliśmy ich bardzo wiele), a kilka metrów dalej, za niskim płotkiem znajdowało się jezioro . Po rozłożeniu namiotu w końcu mieliśmy okazję zmyć z siebie kilkudniowy pot i kurz. Woda była bardzo ciepła, powietrze również, komary gdzieś zniknęły - jednym słowem poziom naszego samopoczucia strzelił w niebo :-) Jeszcze tylko kubek ciepłej herbaty, SMS do Cybera i spać.

Następny dzień ->