WSTĘP

PROLOG

DZIEŃ 1

DZIEŃ 2

DZIEŃ 3

DZIEŃ 4

DZIEŃ 5

DZIEŃ 6

DZIEŃ 7

DZIEŃ 8

DZIEŃ 9

DZIEŃ 10

DZIEŃ 11

DZIEŃ 12

DZIEŃ 13

DZIEŃ 14

DZIEŃ 15

HELSINKI

EPILOG

THX

STATS

DZIEŃ 5

Następny dzień ->

Wstaliśmy wyjątkowo wcześnie, bo aż o 6:30. Matka natura postanowiła wynagrodzić nam krzywdy i zesłała piękne słońce, które pomogło jako-tako wysuszyć namiot . Po śniadaniu zebraliśmy sprzęt i postanowiliśmy jak najszybciej opuścić miasto. Na postoju taksówek spytaliśmy jednego z kierowców o drogę do Sollentuna (północna dzielnica miasta). Jego konkretne wskazówki doprowadziły nas do zjazdu na E4, która jednak na tym odcinku była autostradą. Spokojnymi bocznymi drogami dotarliśmy do Uppsala. Pokręciliśmy się troszkę po miasteczku, obejrzeliśmy stare uliczki oraz zamek położony na wzgórzu w centrum . Jeszcze tylko zakupy, szybki obiad i jedziemy dalej...

Na północ od miasta trasa E4 straciła status autostrady więc nie namyślając się długo wpakowaliśmy się na pobocze. To był strzał w dziesiątkę - cudownie prosta droga, idealna pogoda pozwoliły nam grzać równo powyżej 25 km/h przez kilka godzin. Nie przeszkadzał nam nawet lekki wiatr wiejący prosto w twarz .

Wieczorem byliśmy już w Gävle . Podczas kolacji konsumowanej na ławce na rynku mieliśmy okazję przyjrzeć się wieczornym rozrywkom jakim oddają się młodzi Szwedzi, a mianowicie jeździe na motorach. Co ciekawe, nie dążą oni ku żadnej konkretnej lokalizacji w mieście - wolą raczej przejazdy główną ulicą raz w jedną, raz w drugą stronę :-) Jednak kiedy rozbawieni ruszyliśmy dalej, kierowca jednego ze ścigaczy zademonstrował ponad 100-metrowego manuala na tylnym kółku - ładnie.

Pokręciliśmy się trochę za miastem bo E4 zaczęła wyglądać dość dziwnie - była podejrzanie podobna do odcinka autostradowego. Żadnych znaków zakazu nie było jednak widać więc ruszyliśmy nią dalej z nadzieją, że o tej porze (dochodziła 21) będzie mały ruch i szybko znajdziemy jakiś zjazd. Niestety, kolejne kilkadziesiąt minut upłynęło nam na podziwianiu szczelnie rozstawionej po obu stronach trasy metalowej siatki mającej powstrzymywać łosie i inne rogate przed wtargnięciem na jezdnię. W końcu udaje nam się znaleźć w siatce bramę zamkniętą jedynie na skobel. Z braku innych opcji zjechaliśmy kilkadziesiąt metrów w las i próbowaliśmy rozbić namiot. "Próbowaliśmy" bo podłoże było tak kamieniste, że szpilki wchodziły tylko kilka centymetrów w ziemię po czym zaczynały zgrzytać na skale. Cóż było robić, wbiliśmy tylko 4 niezbędne do utrzymania przedsionka w pionie, uciekliśmy przed komarami do namiotu, zjedliśmy kolację i położyliśmy się spać.

Następny dzień ->