WSTĘP

PROLOG

DZIEŃ 1

DZIEŃ 2

DZIEŃ 3

DZIEŃ 4

DZIEŃ 5

DZIEŃ 6

DZIEŃ 7

DZIEŃ 8

DZIEŃ 9

DZIEŃ 10

DZIEŃ 11

DZIEŃ 12

DZIEŃ 13

DZIEŃ 14

DZIEŃ 15

HELSINKI

EPILOG

THX

STATS

WSTĘP

<- Intro

Prolog ->

Witajcie!


Nazywam się Piotr Śpiałek, a niektórzy znają mnie pod nickiem v3rt, którego używam w internecie. Jednym z miejsc, w których można mnie spotkać jest IRCnetowy kanał #starwars. Sam już nie pamiętam w jaki sposób tam trafiłem, za to dobrze pamiętam, że było to zupełnie przypadkiem, bo o Gwiezdnych Wojnach w owym czasie wiedziałem tylko tyle, że dla sporej ilości ludzi jest to kultowy film i nakręcił go niejaki Lucas ;-) Trylogię obejrzałem dopiero pół roku później, ale przez ten czas zdążyłem się zaprzyjaźnić z przebywającymi tam ludźmi, z którymi gadamy o wszystkim, a o SW przypomina zwykle tylko nazwa kanału ;-)

Wkrótce dowiedziałem się, że każdego lata ktoś podejmuje się zorganizowania zlotu, na którym wszyscy mogą się spotkać. W 2002 roku zjazd zorganizował Han_Solo w Ronneby, w Szwecji. W związku z kosztami podróży i innymi planami niestety ominęła mnie ta impreza, a szkoda, bo chociaż przyjechali nieliczni to bawili się świetnie (chociaż Han_Solo strasznie się zżymał, że nie było nikogo z Polski). Cóż, takie życie. W okolicach grudnia 2002 roku, ni stąd ni zowąd, Cyberwolf zaatakował mnie pytaniem (a raczej nakazem) czy będę na party, które organizuje w 2003 w Helsinkach. Ostrożnie odpowiedziałem, że zobaczę co się da zrobić... Po chwili na oficjalnej stronie kanału mój nick pojawił się na liście osób, których przybycie jest pewne na 100% :-) Cóż było robić, zacząłem kombinować jak tam dotrzeć.

Samochód odpadał (brak prawa jazdy), pociąg też (duuuuużo przesiadek), a na widok cen biletów lotniczych nawet Cyberwolf dostał gęsiej skórki. Po kilku dniach rozmyślań, pewnego ranka obudziłem się ze zwariowanym pomysłem dojechania na party na rowerze. Rzut okiem na mapę - Rosja, Litwa, Łotwa, Estonia, znowu Rosja, Finlandia - razem 1500 km. Niby sporo, ale pomyślałem, że w 10 dni da się zrobić. Zacząłem również szukać towarzysza podróży. Rozmowa z moim kuzynem Pawłem wyglądała mniej więcej tak:

Ja: Masz jakieś plany na wakacje?
Paweł: Nie.
Ja: No to już masz.

I w taki sposób Paweł dał się wciągnąć w mój zwariowany pomysł. I na tym ustaleniu stanęło na kilka miesięcy. Przez ten czas od czasu do czasu zamienialiśmy kilka słów na ten temat, ale główne przygotowania ruszyły dopiero na początku czerwca. Kupiłem nowy rower, zacząłem się rozglądać za namiotem i dodatkowym sprzętem. W planie miałem także wzmożone treningi. Niestety - najpierw koniec roku szkolnego, a później paskudne przeziębienie sprawiły, że przez miesiąc zrobiłem ledwo 250 km (ale wstyd). Wraz ze zbliżającym się terminem wyjazdu nasze rodziny i znajomi coraz gorlwiej namawiali nas do zrezygnowania z jazdy wschodnim wybrzeżem Bałtyku, argumentując, że rozbijanie namiotu w dzikim polu lub lesie w tamtych stronach może zaowocować poranną podudką bez połowy sprzętu. Do tych czarnych przepowiedni podchodziliśmy raczej sceptycznie, ale moja mama zaczynała poważnie się niepokoić. Na dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem (20 lipca) podczas rozmowy, w której znowu starała się zmienić moją decyzję, w ułamku sekundy zgodziłem się totalnie zmienić trasę. Prom do Szwecji, a później po staremu - rower. Kolejny rzut oka na mapę i... o rany! Co ja wyrabiam!? Ponad 2500 km! Cóż... Słowo się rzekło... Po krótkiej naradzie z Pawłem postanowiliśmy ruszyć całe 2 dni wcześniej :-)

Kiedy Cyber dowiedział się o naszym planie przez kilka minut milczał, a później...

Cyberwolf: Zdajesz sobie sprawę, że jeśli wam się uda to zasługujecie na wieeeeeeeele respektu i wszelkie honory?
Ja: Pewnie, nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby przy wjeździe do Helsinek nie witała nas orkiestra i burmistrz z kluczami do miasta :-)
Cyberwolf: ROFL

Wiadomość ta wywoła drobne poruszenie na całym kanale i dlatego, aby ludzie mogli śledzić nasze postępy, Cyber poprosił, abym codziennie wysyłał mu z trasy SMS'y, które on zamieści na stronce naszego party...

Aby nie zanudzać, pozostałe perypetie przekażę w telegraficznym skrócie: kłopoty z kupnem namiotu, który został mi dostarczony na dzień przed wyjazdem; kłopoty z przewiezieniem roweru do Gdańska, bo w pociągu nie było wagonu towarowego, w końcu przewiózł mi go znajomy kierowca TIRa; kompletowanie ekwipunku i załatwianie ubezpieczeń ostatniego dnia. Ostatecznie wszystko udało się zrobić na czas i po kilku dniach spędzonych w Gdańsku u Pawła, w piątek, 18-go lipca rozpoczęliśmy naszą podróż.

<- Intro

Prolog ->