|
Budziki w końcu zaczęły nas budzić i udało nam się wyjechać przed 8. Po 85 km jazdy w mżawce
byliśmy w Piteå. Nad centrum miasta wisiały ciężkie chmury, więc pomimo głodu zdecydowaliśmy się ominąć miasto, mając nadzieję, że znajdziemy wkrótce jakiś sklep. "Wkrótce" okazało się przedłużyć do 3 deszczowych godzin na trasie.
W końcu trafiliśmy na skupisko marketów na przedmieściach Luleå. Deszcz przechodzi w ulewę więc bez pośpiechu jemy pod dachem obiad, przebieramy się w cieplejsze ubrania i, kiedy deszcz ustaje, ruszamy dalej. Po 15 minutach jazdy w słońcu jesteśmy tak spoceni, że znowu się zatrzymujemy, tym razem żeby zrzucić z siebie długie spodnie i bluzy, które zakładaliśmy przed chwilą.
Przejeżdżamy przez Luleå, a później przy przyjemnym słoneczku, którego nie widzieliśmy od 2 dni, 60 km mija jak z bicza strzelił
. O 22 jesteśmy przed Töre. Po szybkim porównaniu terenu z mapą wydajemy okrzyk radości - szerokie rozlewisko po prawej stronie drogi to najdalej na półnóc wysunięty punkt Bałtyku! :-) Rozbijamy namiot, pstrykamy kilka pamiątkowych
fotek , i jemy kolację nad samym brzegiem :-) Kiedy o północy kładliśmy się spać, nadal było jasno :-) |