|
Witajcie!
Nazywam się Piotr Śpiałek, a
niektórzy znają mnie pod nickiem v3rt, którego używam w internecie.
Jednym z miejsc, w których można mnie spotkać jest IRCnetowy kanał
#starwars. Sam już nie pamiętam w jaki sposób tam trafiłem, za to
dobrze pamiętam, że było to zupełnie przypadkiem, bo o Gwiezdnych
Wojnach w owym czasie wiedziałem tylko tyle, że dla sporej ilości ludzi
jest to kultowy film i nakręcił go niejaki Lucas ;-) Trylogię obejrzałem
dopiero pół roku później, ale przez ten czas zdążyłem się zaprzyjaźnić
z przebywającymi tam ludźmi, z którymi gadamy o wszystkim, a o SW
przypomina zwykle tylko nazwa kanału ;-)
Wkrótce dowiedziałem się,
że każdego lata ktoś podejmuje się zorganizowania zlotu, na którym
wszyscy mogą się spotkać. W 2002 roku zjazd zorganizował Han_Solo w
Ronneby, w Szwecji. W związku z kosztami podróży i innymi planami
niestety ominęła mnie ta impreza, a szkoda, bo chociaż przyjechali
nieliczni to bawili się świetnie (chociaż Han_Solo strasznie się zżymał,
że nie było nikogo z Polski). Cóż, takie życie. W okolicach grudnia
2002 roku, ni stąd ni zowąd, Cyberwolf zaatakował mnie pytaniem (a
raczej nakazem) czy będę na party, które organizuje w 2003 w
Helsinkach. Ostrożnie odpowiedziałem, że zobaczę co się da zrobić...
Po chwili na oficjalnej stronie kanału mój nick pojawił się na liście
osób, których przybycie jest pewne na 100% :-) Cóż było robić, zacząłem
kombinować jak tam dotrzeć.
Samochód odpadał (brak prawa jazdy), pociąg też (duuuuużo
przesiadek), a na widok cen biletów lotniczych nawet Cyberwolf dostał gęsiej
skórki. Po kilku dniach rozmyślań, pewnego ranka obudziłem się ze
zwariowanym pomysłem dojechania na party na rowerze. Rzut okiem na mapę
- Rosja, Litwa, Łotwa, Estonia, znowu Rosja, Finlandia - razem 1500 km.
Niby sporo, ale pomyślałem, że w 10 dni da się zrobić. Zacząłem również
szukać towarzysza podróży. Rozmowa z moim kuzynem Pawłem wyglądała
mniej więcej tak:
Ja: Masz jakieś plany na wakacje?
Paweł: Nie.
Ja: No to już masz.
I w taki sposób Paweł dał się wciągnąć w mój zwariowany pomysł. I
na tym ustaleniu stanęło na kilka miesięcy. Przez ten czas od czasu do
czasu zamienialiśmy kilka słów na ten temat, ale główne przygotowania
ruszyły dopiero na początku czerwca. Kupiłem nowy rower, zacząłem się
rozglądać za namiotem i dodatkowym sprzętem. W planie miałem także
wzmożone treningi. Niestety - najpierw koniec roku szkolnego, a później
paskudne przeziębienie sprawiły, że przez miesiąc zrobiłem ledwo 250
km (ale wstyd). Wraz ze zbliżającym się terminem wyjazdu nasze rodziny
i znajomi coraz gorlwiej namawiali nas do zrezygnowania z jazdy wschodnim
wybrzeżem Bałtyku, argumentując, że rozbijanie namiotu w dzikim polu
lub lesie w tamtych stronach może zaowocować poranną podudką bez połowy
sprzętu. Do tych czarnych przepowiedni podchodziliśmy raczej
sceptycznie, ale moja mama zaczynała poważnie się niepokoić. Na dwa
tygodnie przed planowanym wyjazdem (20 lipca) podczas rozmowy, w której
znowu starała się zmienić moją decyzję, w ułamku sekundy zgodziłem się
totalnie zmienić trasę. Prom do Szwecji, a później po staremu - rower.
Kolejny rzut oka na mapę i... o rany! Co ja wyrabiam!? Ponad 2500 km! Cóż...
Słowo się rzekło... Po krótkiej naradzie z Pawłem postanowiliśmy
ruszyć całe 2 dni wcześniej :-)
Kiedy Cyber dowiedział się o naszym planie przez kilka minut milczał, a
później...
Cyberwolf: Zdajesz sobie sprawę, że jeśli wam się uda to zasługujecie
na wieeeeeeeele respektu i wszelkie honory?
Ja: Pewnie, nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby przy wjeździe do
Helsinek nie witała nas orkiestra i burmistrz z kluczami do miasta :-)
Cyberwolf: ROFL
Wiadomość ta wywoła drobne poruszenie na całym kanale i dlatego, aby
ludzie mogli śledzić nasze postępy, Cyber poprosił, abym codziennie
wysyłał mu z trasy SMS'y, które on zamieści na stronce naszego
party...
Aby nie zanudzać, pozostałe perypetie przekażę w telegraficznym skrócie:
kłopoty z kupnem namiotu, który został mi dostarczony na dzień przed
wyjazdem; kłopoty z przewiezieniem roweru do Gdańska, bo w pociągu nie
było wagonu towarowego, w końcu przewiózł mi go znajomy kierowca TIRa;
kompletowanie ekwipunku i załatwianie ubezpieczeń ostatniego dnia.
Ostatecznie wszystko udało się zrobić na czas i po kilku dniach spędzonych
w Gdańsku u Pawła, w piątek, 18-go lipca rozpoczęliśmy naszą podróż. |