|
Wystartowaliśmy o 8:30. Po 30 minutach z niedowierzaniem mijamy położoną w cieniu tablicę głoszącą wszem i wobec, że powietrze już ma 27 stopni. Po chwili uwierzyliśmy - otóż póki byliśmy w ruchu, pęd powietrza chłodził na tyle, że nie czuło się gorąca. Wystarczyło jednak, że zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle, a w mgnieniu oka pot lał się z nas strumieniami, a koszulki stawały się integralną częścią naszej skóry ;-)
W związku z powyższym, kiedy około południa dostrzegliśmy przy trasie drogowskaz na kąpielisko, nie namyślaliśmy się ani
chwili . Krótka kąpiel pozwoliła zmyć wielodniowy kurz i od nowa napełniła energią.
Odświeżeni, szybko dotarliśmy do Pihtipudas, gdzie zjedliśmy obiad. Wyjeżdżając po 18 z miasta, po raz drugi tego dnia opadły nam szczęki - 37 stopni w cieniu :-) O 6 wieczorem! To ma być Skandynawia? ;-)
Na szczęście płaski teren pozwolił nam jechać na tyle szybko, że czuliśmy tylko przyjemny chłód. Ta szybka jazda o mały włos tragicznie skończyła by się dla pewnej żmiji, która postanowiła skorzystać ze słońca na środku jezdni - na szczęście w ostatniej chwili udało mi się ją ominąć.
Dzięki świetnym warunkom pedałowaliśmy aż do 22
. Namiot stanął w lesie, niedaleko zjazdu do Konginkangas. |