|
Zgodnie z planem powinniśmy wstać o 7, ale pomimo faktu dość głośnego, uciążliwego i zsynchronizowanego pikania naszych zegarków obudziliśmy się godzinę później. Kolacja poprzedniego dnia pochłonęła cały nasz zapas chleba więc byliśmy zmuszeni zasuwać do najbliższego sklepu o pustych brzuchach. Na szczęście po kilku kilumetrach las się przerzedził i trafiliśmy do Allgunnen, małego miasteczko położonego nad jeziorem. Zaopatrzyliśmy się w prowiant na śniadanie, które skonsumowaliśmy w lesie, kilometr za
miastem .
Dalsza droga to nadal słońce, lasy, podjazdy i zjazdy. Następny postój zrobiliśmy kilka godzin później w Kristdala, aby zjeść obiad. Jogurt Yoggi i banany pokrzepiły nas na tyle, że po szybkich kilkudziesięciu kilometrach pozwoliliśmy sobie na dodatkowy postoj aby w końcu wykąpać się. Przed Ankarsrum znaleźliśmy odpowiednie jezioro i mogliśmy zmyć z siebie kilkudniowy
kurz . Orzeźwieni ruszyliśmy dalej. Wkrótce wróciliśmy na E22, na odcinek, który nie był już autostradą, ale drogą szybkiego ruchu (brak zakazu ruchu rowerowego). Idealne warunki sprawiły, że dla nas była naprawdę "szybkiego ruchu" :-) Jadąc zaobserwowałem rzecz wartą odnotowania - szwedzki sposób wyprzedzania. Kierowca pragnący wziąć samochód jadący przed nim po prostu wjeżdża mu "na ogon" i czeka, aż tamten zjedzie mu na pobocze. Tutaj trzeba wyjaśnić dwie sprawy. Po pierwsze, pobocze przy jednopasmówce pobocze jest tak szerokie, że spokojnie mogłoby służyć jako drugi pas więc nie ma problemów. Po drugie, czeka zwykle około kilku sekund więc spowolnień w ruchu brak. Proste to i genialne, ale wymaga dużej kultury wśród zmotoryzowanych, z którą u nas w kraju jest różnie...
Z każdym przejechanym kilometrem słońce widzieliśmy coraz bardziej schowane za lasem co oznaczało czas na szukanie miejsca na
namiot .
Jedynym problemem był brak wody - oprócz resztek w bidonach wszystkie butelki były puste - i brak jakiejś stacji benzynowej na horyzoncie, gdzie moglibyśmy ją zdobyć. Na szczęście szybko mijaliśmy spore gospodarstwo, gdzie po krótkiej rozmowie z właścicielem uzupełniliśmy zapasy. Już godzinę później obozowaliśmy w lesie, niedaleko drogi, 20 km przed Valdemarsvik. Komary tym razem przeszły same siebie i dały taki popis upierdliwości, że klękajcie narody... Kiedy zasypiałem, po głowie tłukło mi się pytanie, czym te małe potwory się żywiły, kiedy nas tam nie było :-) |