|
W nocy (jak zwykle) dość mocno padało, ale ranek powitał nas (jak zwykle) pięknym słońcem. Jednak po kilkunastu minutach jazdy niebo znowu zasnuło się chmurami, z których od czasu do czasu lekko mżyło. Z drugiej strony, tak nieciekawa pogoda wprowadziła nas w stan lekkiego odrętwienia i przez bite 6 godzin pedałowaliśmy bez chwili
wytchnienia .
Przez Gnesta i Järna dotarliśmy do Södertälje. Tam zrobiliśmy zakupy i (z braku lepszego miejsca) zjedliśmy obiad na przystanku autobusowym :-)
Do Sztokholmu dotarliśmy objeżdżając przez Varsta i Tumba odcinek autostrady.
Stolica Szwecji wita nas przerwą w deszczu i pomazanym drogowskazem . Udaje nam się dotrzeć na jedną z głównych ulic handlowych, ale tam zaczynają się problemy. Drogowskazy są do kitu, nie możemy dopasować żadnego z kierunków do nazw dzielnic na naszej mapie. Niepewnie kręcac się po centrum, mimowolnie zwiedzamy wieczorny Sztokholm - piękne
miasto . W końcu pytam o drogę przechodzącą dziewczynę, która kieruje nas w pobliże
portu . Tam, po konsultacji z kolejnym przechodniem, z kopyta ruszyliśmy ku północnej części
miasta . Po godzinie sytuacja zapowiadała się nieciekawie - nie dość, że cały czas byliśmy w gęsto zabudowanym terenie to jeszcze zaczęło padać. Wkrótce zmuszeni byliśmy się zatrzymać, założyć kurtki i okryć bagaże. Po chwili staraliśmy się ruszyć dalej, ale jazda po ciemku, w ulewnym deszczu i bez żadnych bliskich perspektyw na rozbicie namiotu była bardzo nieprzyjemną rzeczą.
Strasznie zmęczeni wpadamy na desperacki pomysł noclegu w parku. Z braku innych propozycji zawróciliśmy i po kilku minutach nieliczni przechodnie przemykający z parasolami parkową alejką mogli oglądać zapewne dość niecodzienny widok namiotu na trawniku :-) Przemoczeni, zmęczeni i głodni szybko jemy kolację i pakujemy się do ciepłych śpiworów. Zanim zasnąłem, deszcz przeszedł w regularną burzę z piorunami, ale byłem zbyt zmęczony, aby zacząć się martwić... |